Ahh... Uwielbiam te rozdziały w których mogę poczuć się o dziesięć lat starszy.
Zacznijmy od tego że, moi rówieśnicy są w 90% do dupy. Tak, większość to ludzie którzy chwalą się ile to oni nie piją i nie palą. W przyszłym roku stuka mi pełnoletność. W życiu nie byłem tak pijany że, nie kontaktowałem. Oczywiście zdarzały mi się przygody z piciem ale, nigdy nie "zaliczyłem zgona". Czemu? Bo nie piję żeby, się za przeproszeniem najebać w trzy dupy. Po za tym, chroni mnie przed tym szereg czynników.
I nie piszę tego żeby się chwalić tym że pije. Patrzę, na ludzi młodszych lub rówieśników i myślę sobie "kurde a myślałem że to ja robię nie legalne rzeczy". Najgorsze co robię (i od razu mówię nie jestem z tego dumny) to użytkowanie "efaja". Podczas gdy moi rówieśnicy piją co weekend i palą paczkę szlugów dziennie. A to dopiero najlżejsze co może być. Bo dochodzi do tego że, nawet wielu z moich kolegów i koleżanek z klasy lubi sobie zajarać zioło (o tym czy uważam to za zdrowe napiszę kiedy indziej) a niektórzy sięgają także po mocniejsze środki.
Najgorsze jest w tym wszystkim jest to że, ja robię wszystko w domowym zaciszu, nie obnosząc się z tym jakoś bardzo. Podczas gdy moi rówieśnicy i/lub Osoby młodsze obnoszą się z tym mocno. Miałem dzięki znajomemu dostęp do grupy klasowej rocznika 2002. Przeżyłem załamanie. Większość rozmów są właśnie o chlaniu, paleniu i czasem o jaraniu zioła.
Często mówi się że, są trzy sposoby wychowania. Pierwszy czyli, trzymanie pod kloszem, drugi czyli, możesz pić w domu pod naszym nadzorem i trzeci rodzice mają kompletnie wywalone. Większość młodzieży to właśnie pierwszy i trzeci typ. Na moje nieszczęście albo i szczęście (zbiegiem lat zaczynam rozumieć że szczęście raczej) Jestem wychowywany sposobem drugim czyli, poza domem raczej nie, jeśli już to nie dużo. Natomiast w domu pod nadzorem byle nie do nieprzytomności. Uważam że jest to najlepszy sposób. Czemu? Bo rodzic ma kontrolę nad dzieckiem (a jak Powiedział wódz radziecki Józef Stalin "ufać i kontrolować") a jednocześnie dziecko zna smak alkoholu więc na pierwszej lepszej imprezie nie zerwie się ze smyczy i nie popłynie jak Wisła do Gdańska.
Kończąc. Mam nadzieje że, pójdziemy po rozum do głowy i przynajmniej przestaniemy wywyższać ludzi którzy co weekend piją i robią rzeczy tego typu.
Żegnam. Komentujecie (liczę na ciekawe dyskusje), głosujcie, udostępniajcie. Do następnego
Simba
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz